Ponowicjat

Czym jest ponowicjat??

      Ponowicjat jest specyficznym czasem formacji trwającym od czasu złożenia pierwszych ślubów czasowych aż do złożenia profesji wieczystej. W tradycji naszej Prowincji ponowicjat dzielimy na dwa „etapy”: pierwszy okres dwóch lat od czasu zakończenia nowicjatu; drugi okres trwa do złożenia profesji wieczystej. Nasza wspólnota obejmuje ten pierwszy przedział, o którym niżej słów kilka…

Czym się zajmują ponowicjusze?

     Po prostu prowadzą życie brata mniejszego kapucyna. W tym okresie formacji zakonnej ważna jest rola i obecność formatorów, którzy czuwają nad odpowiednim kierunkiem rozwoju każdego brata. Każdy brat jest odpowiedzialny za formację własną i ma ku temu dodatkowo pomoc w postaci formatorów.

     Poza troską o zachowanie ducha modlitwy i rozwój kapucyńskości, bracia również imają się przeróżnych zajęć. Przykładem jest posługa w klasztornej infirmerii, miejscu, gdzie przebywają starsi bracia, którzy wymagają opieki, wsparcia, obecności. To tam bracia poza potrzebnym wsparciem niosą uśmiech i dobry nastrój.

     Bracia ponowicjusze mają również okazję do rozwijania swoich pasji, zainteresowań i zdolności. Tutaj bracia mogą się pochwalić umiejętnością prowadzenia remontów stawiając zdecydowanie na jakość wykonywania pracy, czas jest sprawą drugorzędną.

      Podsumowując czas ponowicjatu jest czasem, gdzie ważna jest formacja, nawiązywanie relacji z Bogiem i modlitwa. Ponad to umożliwia również rozwój swoich zainteresowań i pasji, wszystko na Chwałę Bożą.

                                                         

                  …Trochę o nas samych...                                                                                     

                           Spotkania formacyjne i wykłady

BR. TOMASZ ĆWIRZEŃ:

Ważną częścią naszego ponowicjackiego życia stanowią tzw. „spotkania formacyjne”. Co to takiego? Dla mnie, każde z nich to przede wszystkim czas, w którym mogę się skonfrontować z sobą samym i innymi.

    Na początku należy wymienić comiesięczne, regularne ro-zmowy z magistrem ponowicjatu bratem Cezarym Szcześniakiem. Stanowią one dla mnie okazję by przedstawić swoje przeżycia i trudności, nie tylko te duchowe, ale również te emocjonalne. W każdym miesiącu rozważamy również konkretne tematy z duchowości franciszkańskiej, są one oparte o Testament św. Franciszka i Regułę zatwierdzoną. Tematy, które rozważaliśmy do tej pory to „Spotkanie z trędowatym”, „Spotkanie z Krzyżem”, „Spotkanie z Kościołem”, „Spotkanie z Eucharystią” oraz „Spotkanie z Braćmi”. Medytując te teksty możemy w sposób szczególny prosić Boga o łaskę służby i o pragnienie bycia bratem mniejszym, który w codzienności doświadcza wyzwolenia płynącego z krzyża. Teksty te pozwalają odpowiedzieć sobie na pytanie czym jest Kościół i jakie jest w nim miejsce brata kapucyna. W pierwszym tygodniu każdego miesiąca mamy konferencję wprowadzająca w rozważany temat po której dostaje-my materiały do pracy osobistej. Są to treści pochodzące ze źródeł franciszkańskich i pytania, które pomagają nam w stanięciu w prawdzie o sobie, o tym jakim jestem człowiekiem, chrześcijaninem, kapucynem. W drugim tygodniu spotykamy się na Liturgii Słowa by usłyszeć, wcześniej przygotowane, Słowo Boże i podzielić się tym co Pan Bóg do mnie przez nie mówi. Ja najczęściej dzielę się z braćmi odczuciami, które mam podczas słuchania danego fragmentu Pisma Świętego. Czasami dzielę się doświadczeniem Bożej Miłości lub swoją relacją z Bogiem. Trzeci tydzień miesiąca to czas na kapitułę spraw. Omawiamy bieżące sprawy naszej wspólnoty i rozstrzygamy wątpliwości dotyczące życia wspólnego. To uzdalnia nas do bycia bratem mniejszym kapucynem poprzez odkrywanie na czym tak naprawdę polega życie braterskie. Uczymy się jak żyć w relacji z samym sobą i drugim człowiekiem w czasie pracy, nauki i wypoczynku, po to by nie nastawiać się na indywidualność i produktywność, tylko by tworzyć wspólnotę braci, która jest jednością świadcząca o miłości Boga do każdego z nas. W czwartym tygodniu każdego miesiąca kończymy rozważanie danego tematu poprzez dzielenie się z przeżyć z całego miesiąca z braćmi na kapitule podsumowującej. Jest to czas kiedy mówimy o swoich trudnościach i zmaganiach. Wszystko to ma służyć temu by nie udawać kogoś kim nie jestem i tego, że wszystko jest w porządku gdy tak nie jest. Dzielimy się również dobrem, które dostrzegamy w sobie i wokół oraz tym co w nas się rozwinęło i zmieniło na lepsze, co nam daje nadzieję na przyszłość. Dla mnie osobiście czymś bardzo ważnym jest możliwość podzielenia się tym co przeżywam i odkrywam o sobie oraz sposobność wysłuchania tego co mówią inni. Dzięki temu bowiem widzę więcej niż sam mógłbym dostrzec. W czasie każdego miesiąca doświadczam tego, iż mogę odkrywać siebie poprzez pogłębianie tematów związanych z życiem we wspólnocie franciszkańskiej. W czas Ponowicjatu wpisana jest również nasza formacja intelektualna. Uczestniczymy w następujących wykładach: Duchowość Franciszkańska i Kapucyńska, Historia Zakonu Franciszkańskiego, Kapucyńska modlitwa myślna, Język włoski. Na zajęciach z duchowości franciszkańskiej i kapucyńskiej możemy dowiedzieć się jak rozumieć pisma św. Franciszka oraz odkrywać sens życia wg. rad ewangelicznych. Osobiście z tych wykładów najbardziej zapamiętałem to, że nie jestem posłuszny zachowując się w sposób, który sprzeciwia się woli przełożonego, nawet jeśli przełożony nie widzi tego zachowania. Wykłady z tego przedmiotu prowadzi dla nas br. Jarosław Banasiuk. Brat Roland Prejs w ramach Historii Zakonu Franciszkańskiego przedstawia nam w jakich okolicznościach tworzył się zakon, w którym żyjemy oraz kto miał wpływ na jego duchowy charakter. Najbardziej do mnie trafiły treści dotyczące ubóstwa. Ubóstwo może przemienić się w biedę, gdy chcąc posiadać minimum tego co konieczne do życia zaniedbuje się swoje podstawowe potrzeby. Dbając o rzeczy materialne można zdobywać wszystko to czego się chce, usprawiedliwiając to tym, że to co posiadam nie jest moje, ja to tylko używam. Słuchając treści dotyczących kapucyńskiej modlitwy myślnej wykładanych przez brata Piotra Owczarza mogłem dowiedzieć się jak się modlić. Uświadomiłem sobie, że przywiązanie się do rzeczy materialnych przeszkadza, a nie przywiązanie się do dóbr tego świata pomaga w kontemplowaniu Boga. Na koniec chciałbym nieco wspomnieć o lekcjach języka włoskiego, dzięki którym możemy nauczyć się języka, który jest bardzo popularny wśród osób zakonnych. Posługiwanie się nim jest także dużą pomocą w budowaniu relacji z braćmi zza gra-nicy, w poszerzaniu horyzontów myślenia, otwarciu się na to co inne, by tworzyć z naszymi braćmi więzi w oparciu o to co wspólne i by język nie był w tym przeszkodą. Lekcje te stanowią też wspaniałą okazję do poznania kultury, w której wychowywał się i żył. Ponadto mamy warsztaty z komunikacji bez przemocy na których ćwiczymy umiejętność wyrażania swoich uczuć, emocji oraz potrzeb. Dla mnie osobiście jest to dobra okazja by wytrenować w sobie postawę, w której mam odwagę wyrazić to co przeżywam mimo mojego lęku przed tym jak zareagują na to inni .

 

                                       Posługa   w    zakrystii  

BR. ŁUKASZ PADZIK:

Czas ponowicjatu przeżywamy we wspólnocie w Lublinie na Poczekajce. Naturalną dla nas rzeczą jest to, że jesteśmy otwarci na różne prace i obowiązki w klasztorze i kościele, których wykonywanie uczy nas odpowiedzialności za ten nasz wspólny dom. Przykładem takich zajęć są prace w ogrodzie, dyżury sprzątania, zmywania po posiłkach, a także wiele innych o których wykonanie jesteśmy proszeni przez gwardiana lub starszych braci. W niedziele i uroczystości razem z braćmi klerykami mamy dyżur zbierania tacy w kościele. Wśród tych naszych różnorodnych posług szczególne miejsce zajmuje pomoc w zakrystii. W każdy wtorek jeden z nas na cały dzień zastępuje tam w obowiązkach brata Marka Wółkiewicza, który tym sposobem może mieć dzień wolny i skorzystać z chwili odpoczynku. Na początku pierwszego roku ponowicjatu, zaraz po naszym przyjeździe, brat Marek przeprowadził nam szkolenie z posługiwania w zakrystii. Objaśnił nam gdzie co się znajduje oraz co należy przygotowywać na Eucharystię czy nabożeństwa, których nie tak mało odbywa się w naszym kościele. W trakcie tego szkolenia robiliśmy szczegółowe notatki, ponieważ trudno nam było zapamiętać tak dużą ilość nowych informacji. Na początku, gdy już zaczęliśmy obowiązek dyżuru w zakrystii, towarzyszyło nam uczucie obawy i rodziły się z nią związane pytania: Czy o wszystkim będę pamiętał? Czy wszystko będzie dobrze przygotowane?. Po pewnym czasie jednak nabraliśmy większej pewności sobie i wprawy we wszelkich przygotowaniach. Dzień w zakrystii zaczyna się wczesnego ranka. Gdy w chórze jeszcze trwają modlitwy my już idziemy otworzyć wiernym kościół. Zapalamy światła przygotowujemy parametry liturgiczne do Mszy. Pięknym momentem jest ten gdy wszystko jest gotowe, a my mamy, jeszcze przed Eucharystią, chwilę na osobistą modlitwę w ciszy, w prawie pustym kościele gdzie jeszcze nie ma dużo ludzi. Rano przygotowujemy trzy Msze: 6:30, 7:15 i 8:00. Po pierwszej wspólnotowej, gdy następna jest już przygotowana, jest chwila w której możemy iść na śniadanie do refektarza. Przy dobrej organizacji czasu między porannymi Mszami, można również znaleźć chwilę czasu aby razem z braćmi na salce napić się pysznej kawy i dodać sobie w ten sposób energii. Po porannych celebracjach kościół zamykamy ok. 9:00 gdy już wszyscy wierni wyjdą z ostatniej Mszy. Następnie do zakrystii wracamy przed 17 aby powtórnie otworzyć kościół. Czasami przed Mszą wieczorną są jakieś dodatkowe nabożeństwa lub różaniec odmawiany przez parafian lub przedstawicieli wspólnot. W zakrystii posługujemy również w niedziele. Wtedy to jeden z nas dba o to aby posprzątać paramenty liturgiczne po każdej Mszy i przygotować je na następną. W tym czasie brat Marek, może spokojnie porozmawiać lub przyjąć intencje od wiernych, którzy tłumnie przychodzą po mszy do zakrystii w celu załatwienia różnych spraw. Osobiście bardzo się cieszę, że mogę pełnić posługę w zakrystii. Jest to spokojne miejsce, wypełnione bliskością Pana Jezusa w tabernakulum. Myślę że dzięki tej służbie możemy się nauczyć pracy w zakrystii, a także poznać i bardziej docenić funkcję zakrystianów w naszych klasztorach.

 

 

                            Posługa w Infirmerii

BR. ANDRZEJ SÓJKA:

Nazywam się brat Andrzej Sójka, obecnie jestem na drugim roku ponowicjatu i rok posługi na infirmerii mam już za sobą. Chciałbym bracie podzielić się z Tobą bracie tym doświadczeniem które dane mi było przeżyć i tym co najbardziej z niego zostało w moim sercu. Gdy przyjechaliśmy do klasztoru Lublin-Poczekajka po zakończonym nowicjacie przeżytym w klasztorze w Sędziszowie Małopolskim, na infirmerii przebywali brat Kazi-mierz Jaworski i brat Jan Chryzostom. Początkowo ta nowa posługa i to co z nią było związane bardzo mnie przerażało. Wszystko było dla mnie nowe, dużo ilość nowych informacji wydawała się nie do ogarnięcia. Z czasem jednak przyszedł spokój i przystało to stanowić dla mnie problem. Gdy nadszedł czas pandemii infirmeria stała się naszą jedyną formą posługi potrzebującym. Hospicjum czy wyjazdy do bezdomnych zostały wstrzymane. Na roczniku było nas dwóch, ja i brat Marcin. Zostaliśmy podzieleni tak, że każdy miał tygodniowy dyżur w infirmerii. Naszymi głównymi zadaniami było zadba-nie o higienę braci, podawanie im leków i posiłków. W tym wszystkim jednak najważniejsze było to by po prostu być z potrzebującymi braćmi. Chciałbym Ci bracie przybliżyć trochę jak wyglądał nasz dzień na infirmerii. Dyżur mieliśmy do południa do modlitw. Po porannej modlitwie i Eucharystii był czas na śniadanie, podanie leków braciom a później wedle potrzeb: sprzątanie, porządki, mycie braci lub to co było potrzebne w danej sytuacji. Od początku bracia Piotr i Tomasz zachęcali nas abyśmy próbowali motywować braci do częstszego wychodzenia z samotności w celi do wspólnoty na salkę, czy to na kawkę czy aby coś obejrzeć w telewizji, a w okolicach wakacji na spacer po ogrodzie. Pamiętam ojca Jana, gdy przyjechaliśmy do Lublina, był trochę zamknięty w sobie nie chętny do wychodzenia z celi. Nie wiem, może był przytłoczony również dla niego nowym miejscem, ludźmi, a zwłaszcza starością, brakiem sił i słabnącymi nogami. Po jakimś czasie gdy Go zobaczyłem go uśmiechniętego, chętniej wychodzącego do braci by po prostu z nimi chwilę poprzebywać, napawało mnie to wielką radością. Cieszyłem się że ojciec Jan czuję się tutaj dobrze, że czuje się coraz lepiej, że łatwiej mu przeżywać trudności związane ze starością i ograniczeniami jakich doświadcza. Kolejnym bratem który dołączył do infirmerii był brat Henryk Grajko, który też przeżywał wie-le trudności związanych ze zdrowiem, z nowym miejscem. Był raczej mało chętny do wychodzenia z celi. Pamiętam jedną sytuację gdy wspólnie świętowaliśmy imieniny braci Henryków. Mieliśmy rekreację w ogrodzie. W altance zorganizowany był grill. To co mi zapadło w sercu to jak w tamtej chwili brat Henryk się otworzył i zaczął opowiadać trochę o sobie, trochę o tym jak kiedyś mieszkał tu na Poczekajce. Było po nim widać, że chcę być z braćmi, że sprawia mu to dużo radości.

Teraz, po czasie, gdy wspominam te chwile bardzo się cieszę, że mogłem ofiarować tym moim braciom coś z siebie. Cenne jest dla mnie to, że mogłem przełamywać swoje lęki, obawy, niepewności, że coś zrobię źle, przeoczę… To co mnie teraz cieszy gdy Ci to bracie opisuję to to że, wtedy gdzieś w sercu zrozumiałem, że

nie jest to ważne, że coś nie wyjdzie lecz że ważni są bracia, którzy potrzebują pomocy. Cieszę się, że tego doświadczyłem, że odkryłem, że istotą pomocy innym jest to by z nimi być i by okazać im serce, dać część siebie, choćby w moich oczach wydawała się małą. Myślę, że ani przez chwilę nie był to czas stracony, a mogę nawet powiedzieć, że otrzymałem od Nich więcej niż ja mogłem Im dać.

 

                                        Posługa w Caritas

BR. RAFAŁ RÓŻAŃSKI:

Pokój i Dobro Bracie! Mam na imię Rafał. Chciałbym się z tobą czymś podzielić. Będąc tu gdzie jestem, czyli w ponowicjacie, mam okazję do „sprawdzania się” w różnych posługach. Jedną z nich jest wolontariat w świetlicy Caritas Archidiecezji Lubelskiej. Jest to miejsce, w którym gromadzą się lubelscy bezdomni. Posługa ta choć wydaje się łatwa to w gruncie rzeczy jest bardzo wymagająca. Nie jest bo-wiem dla mnie czymś łatwym przełamywać się aby podejść i „zagadać” do osób które tam przychodzą. Nie raz towarzyszy mi lęk, strach, niepewność co do tego co może się wydarzyć . Pisząc szczerze, to tak naprawdę, nigdy tego nie wiem. Według mnie posługa ta to jest trudne doświadczenie. Nie jest bowiem tak, że jak ktoś jest na co dzień, wśród swoich, jest otwarty i kreatywny to i w takim miejscu od razu też takim będzie. Potrzeba na to czasu. Jest to proces. Często mam tak, że jak tam przyjeżdżam to nie chce mi się tam być. Po prostu chcę stamtąd uciec. Mam tak, że chciałbym by ten czas zleciał jak najszybciej, by już była godzina wyjścia. Nie potrafię być tam z tymi ludźmi. Gdy wchodzę tam na świetlicę, czuję ciężar, jakbym miał nogi z kamienia. W głowie pojawia mi się od razu myśl: “Co ja tu robię? O czym mam niby z nimi rozmawiać?”. Chciał-bym gdzieś się zaszyć, włożyć taką „czapkę niewidkę”, niby być przy nich ale milczeć, być widzialnym ale nie widzianym przez nich. Z czasem przychodzi jednak re-fleksja, że ci ludzie, są tak na-prawdę tacy sami jak my. Zostali bezdomnymi po wielu różnych życiowych przejściach i teraz potrzebują zwyczajnego porozmawiania, uśmiechu, wysłuchania przez drugiego człowieka. Dlaczego jesteśmy podobni? Może dlatego, że tak jak oni tak i ja zmagam się z wieloma podobnymi problemami takimi jak: otwartość na drugiego, przyjęcie go takim jaki jest, z akceptacją lub pragnieniem bycia zaakceptowanym. Jak wygląda nasze „bycie” tam? Nasza posługa animowania bezdomnych? Przyjeżdżamy rano, dwa razy w tygodniu na godzinę 10:00. Spotkanie zaczyna się od wypicia z nimi herbaty/kawy. Przebywamy razem, na świetlicy, po prostu jesteśmy tam dla nich. Czasami jak są zaplanowane jakieś konkretne zajęcia, jak na przykład “kącik kulinarny”, to pomagamy w ich przygotowaniu, jak chociażby w gotowaniu lub przygotowaniu posiłku. W piątki uczestniczymy razem z br. Mateuszem w Liturgii Słowa podczas której jest czas na podzielenie się z innymi, swoim doświadczeniem z usłyszanego Słowa lub tym co obecnie przeżywamy. Są do tego zaproszeni bezdomni ale również i my sami. Świetlica Caritas jest dobrym miejscem dla ludzi którzy szukają pomocy i nie mają gdzie się podziać. Jest również dobrym miejscem dla nas samych bo i my rownież , posługując tam, zdobywamy nowe doświadczenia i otrzymujemy od życia konkretną lekcję. Dla mnie czymś takim jest właśnie to, że tak naprawdę nic wielkiego nie muszę robić, jakiś wielkich dzieł, lecz czasem wystarczy tylko być dla drugiego człowieka aby mu pomóc