czytelnia

… to MIEJSCE, W KTÓRYM BĘDĄ POJAWIAŁY SIĘ 
ARTYKUŁY NA RÓŻNE TEMATY
PISANE PRZEZ BRACI SEMINARZYSTÓW ORAZ WYCHOWAWCÓW…

Papież Afrykańczyków!

W zeszłym roku Kościół Katolicki i cały świat obchodził setną rocznicę urodzin św. Jana Pawła II (18 maja 1920 r. – 02 kwietnia 2005 r.). Nie chodzi tu o przedstawienie następcy św. Piotra jako jedynego papieża kochanego przez Afrykańczyków, ale być może jako tego, którego pamięć pozostaje tak żywa w ich sercach.

Uroczystość setnych urodzin Jana Pawła II była dla kontynentu afrykańskiego dziękczynieniem dla świętego, który odcisnął swoje piętno zarówno na jego podróżach, jak i na jego spuściźnie.

Pielgrzymka do ziemi afrykańskiej

Św. Jan Paweł II nie jest pierwszym papieżem, który postawił stopę w Afryce. Miał już przed sobą Pawła VI. Ale to on jest tym, który złożył najwięcej wizyt (14). Chciał iść dalej śladami Jana XXIII i Pawła VI, dążąc do „dialogu Kościoła ze światem”. Z tego powodu Afryka nie pozostała na uboczu.

To właśnie po południu 2 maja 1980 r. na międzynarodowym lotnisku w Kinszasie papież Jan Paweł II po raz pierwszy przybył na afrykańską ziemię. Był witany przez prezydenta Zairu Mobutu Sese Seko. Jest to pierwszy kraj z sześciu, który odwiedził Św. Jan Paweł II. Później udał się do Konga, Kenii, Ghany, Górnej Wolty (obecnie Burkina Faso) i Wybrzeża Kości Słoniowej. Mimo dosyć krótkiego czasu trwania pielgrzymki, bo zakończyła się 12 maja 1980 roku, trzeba powiedzieć, że ta obecność w Afryce była pragnieniem, które papież pielęgnował przez długi czas. Ponadto, podczas audiencji udzielonej wspólnocie afrykańskiej w Rzymie, której przewodniczył kardynał Bernadyn Gantin z Beninu 2 lutego 1980 roku, papież zwierzył się: „Od pierwszych dni mojej posługi duszpasterskiej przy rzymskiej Stolicy Piotrowej czułem głęboką potrzebę bycia w ścisłym kontakcie z kontynentem afrykańskim”. Uczynił to oficjalnie podczas modlitwy Anioł Pański 27 kwietnia 1980 roku.

Podróż do Mandela Land

Kiedy Jan Paweł II odwiedził RPA 16 września 1995 roku, po raz drugi spotkał Nelsona Mandelę. Ci dwaj mężczyźni spotkali się już po raz pierwszy w samym Watykanie. To było 15 czerwca 1990 roku. Zaledwie cztery miesiące po wypuszczeniu z więzienia „Madiba” (tak nazywa się Nelsona Mandelę w Afryce). Papież nie mógł wcześniej odwiedzić kraju, aby nie dać przyzwolenia na apartheid. Podczas wielkiej publicznej mszy świętej modlił się, aby ten wielokulturowy kraj stał się przykładem pokojowego współistnienia dla całej Afryki. Nalegał na odbudowę i pojednanie. Obydwaj mężczyźni spotkali się po raz trzeci w Watykanie 18 czerwca 1998 roku. Tym razem Mandela został przyjęty z honorami głowy państwa.

Papież, który rozmawia z muzułmanami

Podczas swojej trzeciej podróży apostolskiej do Afryki, która rozpoczęła się 8 sierpnia 1985 r., Jan Paweł II zatrzymał się w Maroku na zaproszenie króla Hassana II. Król zaprosił papieża jako wierzącego i wychowawcę, aby zwrócił się do młodzieży swojego kraju. 19 sierpnia 1985 roku papież przemówił do 90.000 młodych muzułmanów. Po przywitaniu się z młodzieżą po arabsku, podbił cały stadion. Pierwszy raz w muzułmańskim kraju w Afryce doszło do takiego wydarzenia. I to jest przesłanie otwartego dialogu międzyreligijnego, które papież zostawił tamtego dnia.

Większe włączenie i uczestnictwo lokalnych kościołów afrykańskich

Papież Jan XXIII jest tym, który dał Afryce pierwszego kardynała. A papież Jan Paweł II, idąc za przykładem swoich poprzedników, mianował w 1993 roku kardynała Bernardina Gantina z Beninu dziekanem Kolegium Kardynałów. Słynny kardynał nigeryjski Franciszek Arinze został prefektem dykasterii. A arcybiskup Robert Sarah, Gwinejczyk został mianowany sekretarzem Kongregacji Ewangelizacji Ludów. W 1995 roku odbył się pierwszy Synod Afrykański w Rzymie. Po raz pierwszy słychać było afrykańskie bębny na Placu Świętego Piotra.

Jan Paweł II wyniósł na ołtarze świętych afrykańskich. Na przykład osoba Józefiny Bhakita, byłej niewolnicy z Darfuru, którą kanonizował 1 października 2000 r. w Rzymie, po tym jak ją beatyfikował 17 maja 1992 roku. Podczas drugiej podróży do Zairu 15 sierpnia 1985 roku beatyfikował Marię Klementynę Anwarite Nengapeta. Z tej beatyfikacji pozostało piękne zdanie z Jego homilii: „Jest ona prawdziwie reprezentatywna dla waszej wspólnoty chrześcijańskiej, co ilustrują jej zasługi i jej święta błogość dla Pana”. Według artykułu opublikowanego w słynnym afrykańskim czasopiśmie „Jeune Afrique”, w czasie pontyfikatu Jana Pawła II liczba ludności katolickiej kontynentu afrykańskiego wzrosła z 55 do 144 milionów osób.

Spuścizna Jana Pawła II w Afryce

Poprzez Jego podróże i wysiłki na rzecz integracji Afryki, pamięć o Janie Pawle II pozostaje żywa na tym kontynencie i wywiera ogromny wpływ na kościół Afrykański. Prawie we wszystkich swoich podróżach popierał napomnienia swoich poprzedników, takich jak Paweł VI, który powiedział w Kampali: „Afryka staje się misjonarzem z własnej woli”. Afrykańczycy nie pozostali głusi na to wezwanie. Owocami Jego pielgrzymek były liczne nawrócenia i fala powołań kapłańskich i zakonnych. Powstało również wiele nowych diecezji. Chociaż niektóre kraje Afryki nadal potrzebują misjonarzy, obecnie wielu zakonników, zakonnic i księży jest wysyłanych na cały świat, a szczególnie do Europy, która coraz bardziej się sekularyzuje, w związku z czym spada liczba wiernych oraz powołań do służby Bożej.

We wszystkich swoich przemówieniach podczas pielgrzymek papież nigdy nie pomijał kwestii politycznych. Już przed podróżą był dobrze poinformowany o kraju, który będzie odwiedzał. Dobrze więc znał ich doświadczenia i trudności związane z zagadnieniami społecznymi, edukacyjnymi, kulturalnymi. W ten sposób potępił korupcję i wszelką politykę, która nie stawiała człowieka w centrum uwagi. Nierzadko można zobaczyć kilka ulic czy bulwarów noszących imię świętego.

Zachęcał też do inkulturacji. Nie sprzeciwiał się inicjatywom podjętym w celu wiary w Chrystusa, zachowując jednocześnie swoją afrykańską tożsamość i kulturę. Dlatego też w jego czasach przyjęto obrządek znany jako „Zairan” – jest to szczególny sposób odprawiania w tym kraju mszy świętej w Kościele rzymskokatolickim.

Sprawa Gabonu „wstawaj i chodź”!

Gabon jest jednym z tych krajów, do których papież skierował wezwanie „Wstań i chodź”, było to 18 lutego 1982 roku. To zdanie jest bardzo popularne wśród gabońskich katolików. Nie tylko dlatego, że jest w Nowym Testamencie (Mt 17,7; 26,46; Mk 14,42; Łk 22,46; J 14,31) ale też jako przypomnienie o osobie papieża Polaka. Kiedy papież przybył do Gabonu, kraj od 138 lat był ewangelizowany. Dzięki temu rozwija się na wielu poziomach. Jan Paweł II podkreśli to w tych słowach: „Gabon wyróżnia się wysiłkiem, który podjął pod waszym wpływem, z jego wielkich zasobów naturalnych, aby zapewnić mu szybki rozwój gospodarczy. Kto by mu tego nie pogratulował? Jest to znaczący atut, dla jego utrzymania i postępu, dla jego przyszłości. Życzę mu wszystkiego najlepszego dla jego dobrobytu”. Owocem posługi misjonarzy w Gabonie jest stale rosnąca liczba rodzimych powołań. Hierarchia składa się w przeważającej części z Afrykańczyków. Powstało kilka grup i stowarzyszeń ku czci św. Jana Pawła II. Nie tylko uczestniczą oni w animacji życia kościelnego, ale także promują duchowość świętego.

Oto papież, który zaznaczył swój czas. Ale przede wszystkim człowiek, który naznaczył ten kontynent swoją osobą. On chciał dać miejsce kontynentowi afrykańskiemu w życiu Kościoła. Widział więcej niż wielu ludzi widzi w Afryce. Nie zredukował Afryki do malarii, biedy, wojen, itp. Wiedział bowiem, że Bóg stworzył życie, a nie rasy, a nawet nie narody, czy kraje. Kościół katolicki jest jeden i święty. Pamiętając Jego ulubione zdanie: „Nie bójcie się”! jestem przekonany, że różnica jest czymś, co nas wzbogaca i że w żadnym wypadku nie powinniśmy się obawiać.

br. Gloire Romeo Mampassi

… czyli słów kilka o Gabonie od brata Gloire.

Kapucyni są obecni w różnych krajach na całym świecie, w tym bracia z prowincji warszawskiej obecni są w sercu Afryki, gdzie “dorasta ich córka”. To właśnie w sierpniu 2000 roku pierwsi bracia postawili stopę w tym środkowoafrykańskim kraju, który w tamtym czasie liczył nieco ponad 1,5 mln mieszkańców i miał powierzchnię ok. 267.667 km2. Gabon jest krajem bogatym w zasoby naturalne, w faunę i florę (ok. 75% całego terytorium). 

Jak kapucyni przybyli do Gabonu?

To przede wszystkim zasługa Sióstr Klarysek z Essassa, szukały bowiem one franciszkańskiej pomocy duchowej i zwróciły się z prośbą do władz Zakonu Kapucynów. Kapucyni odpowiedzieli pozytywnie na ich prośbę oraz zaproszenie arcybiskupa Libreville. Władze Zakonu powierzyły zadanie utworzenia wspólnoty w Gabonie braciom z Prowincji Warszawskiej. Dwaj pierwsi kapucyni, brat Jarosław Antoniak i brat Jerzy Siedlecki, przybyli do stolicy – Libreville, 2 sierpnia 2000 roku, tj. we franciszkańskie święto Matki Bożej Anielskiej (potocznie zwanym odpustem Porcjunkuli).

Na początku osiedlili się w Essassa (23 km od stolicy) i stopniowo zapoznawali się z dziekanatem „drogi”. Delegatura Jana Pawła II w Gabonie ma 3 domy i 10 braci misjonarzy, 8 z nich to Polacy, jeden Białorusin i jeden Kameruńczyk; a także dwóch młodych braci Gabończyków po ślubach czasowych oraz dwóch postulantów. 

Co bracia zrobili i nadal robią w Gabonie? 

Bracia kapucyni, którzy przybyli do Gabonu, byli na początku odpowiedzialni za parafię i opiekę duchową nad Siostrami Klaryskami. Bracia w Gabonie sprawują sakramenty, wykonują wiele prac duszpasterskich, takich jak: organizowanie pielgrzymek, animowanie rekolekcji dla młodych ludzi, ponieważ – i to trzeba podkreślić – w Gabonie, podobnie jak w całej Afryce, KOŚCIÓŁ jest młody. Należy również dodać, że bracia podejmują budowę kościołów, którymi się zajmują i domów, w których mieszkają.

Jakie są trudności z którymi bracia się spotykają?

Pierwszym wymogiem, aby podjąć pracę misyjną jest nauka języka francuskiego, który to jest językiem narodowym tego kraju. Poza klimatem i malarią, która w niektórych przypadkach może być poważnym zagrożeniem, bracia muszą zmierzyć się ze świeckością Gabonu oraz wielością wierzeń. Wśród mieszkańców spotykamy się z takim zjawiskiem jak chociażby – synkretyzm religijny. Bardzo wiele sakramentów jest udzielanych mieszkańcom Gabonu, którzy później nierzadko udając się do sekt.

Co to za radości?

Cóż, radości jest wiele… Faktem jest, że w tym pięknym kraju Afryki zakorzeniony jest charyzmat franciszkański, dany przez braci tam posługujących, ale istnieje także misja ewangelizacyjna i nowa ewangelizacja, która prowadzona jest w kraju, wszędzie tam gdzie niektóre parafie potrzebują duchownych.

Nadzieje...

Delegatura kapucyńska w Gabonie, prowadzona przez Prowincję Warszawską ma już 20 lat… to znaczy, że córka Prowincji jest dorosła, jednakże jeszcze nie wypełniła swojego zadania.  Zaczyna dojrzewać i rosnąć, ale być może musimy poczekać jeszcze trochę dłużej, zanim zaczniemy się usamodzielniać i wzrastać jako samodzielne drzewo. Dwaj pierwsi bracia Gabończycy złożyli już  pierwsze śluby w tym zakonie. Ja, czyli brat Gloire Roméo MAMPASSI od kilku miesięcy odbywam staż tutaj w Polsce. Zdobywam tutaj nowe umiejętności oraz uczę się języka polskiego, dzielę się również z braćmi moją drogą powołania.. Pochodzę z parafii w Essassa; parafii, za którą odpowiedzialni są bracia kapucyni; Zostałem również ochrzczony przez kapucyna. Byłem ministrantem, a moja matka jest katechetką we wspomnianej parafii. Początkowo chciałem być księdzem diecezjalnym, ale to właśnie po spotkaniu z nowym misjonarzem, który przybył do swojej parafii i, z którym często spędzałem popołudnia, bliżej obserwowałem tę wspólnotę braterską. I to właśnie tam zostałem poruszony życiem wspólnotowym i prostotą braci, którzy z radością odwiedzają chorych, jedzą z ubogimi we wsi, bawią się z młodzieżą. Tak więc w 2013 roku, kiedy bracia otworzyli formację dla młodych tubylców, zostałem przyjęty do postulatu. Pierwszy rok postulatu spędziłem w Gabonie, a następny w Wybrzeżu Kości Słoniowej. Nowicjat odbyłem w Gabonie. A po trzech latach studiów filozofii w Beninie, przyjechałem do Polski, do Lublina na Poczekajkę.

Charyzmat franciszkański nadal się rozpowszechnia i jest coraz bardziej znany w moim kraju.  Jednak, aby podtrzymać i wzmocnić wszystkie wysiłki, kapucyni w Gabonie nadal potrzebują misjonarzy i pomocy…

br. Gloire Romeo Mampassi OFMCap

  

… kilka słów o modlitwie.

Żyjemy w czasach kiedy człowiek wszystko chce zmierzyć i wyliczy, opisać i znać się na wszystkim, w czasach ”poznawczego ADHD” ludzkości, tymczasem w kapucyńskim klasztorze jest miejsce, gdzie za cnotę bardziej uchodzi BYĆ – niż wiedzieć, szukać – niż znajdować. Takim szczególnym punktem na mapie klasztornej jest chór zakonny. Serce do którego wpływamy i wypływamy na zewnątrz. Tu nie ma wartości mierzalnych, akty nie są mniej lub bardziej strzeliste. Nic nie jest pewne, poza Tym, który Jest. Stajemy przed tajemnicą, wobec której wypada zamilknąć, jak Hiob przyłożyć rękę do ust (adorare) i powtarzać, „Jestem mały, cóż Ci odpowiem! Rękę położę na ustach” (Hi 40,4).

Zaczynam się kapturem 

Zaczynam kapturem ponieważ ten odnosi nas do rozumu, do mądrości. Modlitwa zaczyna się aktem woli. Rozum i wola są ze sobą ściśle powiązane. Jestem z moim kapturem pełnym wrażeń, trosk i uczuć, bo chcę się modlić. Wpływam do serca klasztoru jak krew jeszcze nie nasycona tlenem, aby wypłynąć z niego przemienionym. Tu jest miejsce na autentyczne spotkanie z Bogiem. Chociaż jest to daleka analogia, ma to w sobie coś z rzeczywistości sakramentalnej.

Świetnie zinterpretował proces ‘utleniania’ Hans Urs von Balthasar w opowiadaniu o 12-letnim Jezusie nauczającym i pytającym w Świątyni. Teolog powie, iż Jezus nie zadaje pytań jako wszystko i lepiej wiedzący, ale jako ten, który uczy się swojej własnej prehistorii.  Umacnia się w przekonaniu, że Jego miejsce jest w Świątyni. Jest tu napięcie między STARYM a NOWYM. Kapucyn w chórze zakonnym przychodzi ze starym, aby zasiąść pośród Nowego i nowym wypłynąć. W chórze rzeczywiście uczymy się własnej historii, aby odkryć, że Chrystus jest w niej od początku. Nowe paradoksalnie zasiada pośrodku starego. Stąd jest już prosta droga do tego, w co przechodzi modlitwa.

Kończę się sznurem

Kończyć sznurem to nic innego jak wychodzić z chóru i trwając w relacji z Chrystusem stawać się mistrzem w relacjach międzyludzkich. Sznur, przepasanie są symbolami gotowości do działania. Izraelici spożywali wieczerze paschalną, mając przepasane biodra i sandały na nogach, co świadczyło o ich zdecydowaniu do drogi. Z chóru zakonnego nie wychodzi się jak z antykwariatu gdzie zostawiło się niebyłe pamiątki. Kapucyńska tradycja łączy w sobie życie kontemplacyjne z czynnym wychodzeniem do ludzi. Wszak to natleniona krew podtrzymuje przy życiu inne tkanki. Z kolei słowa, „Niech będą przepasane biodra wasze!” (Łk 12,35) powie Jezus w kontekście czuwania.

Tu sznur nabiera jeszcze innego sensu. Zakonnik nie jest zobligowany do podejmowania wyszukanych zajęć, ale mając w pamięci wydarzenie Chrystusa powołany jest do „przekazywania żywego ducha, by tworzyć witalne centrum i jednoczyć udręczoną i umierającą ludzkość” (V. Soloviëv).

Podsumowując, życie zakonne nie kręci się wokół sznurów i kapturów lecz jego ośrodkiem jest modlitwa. Chór zakonny i modlitwa towarzysząca bratu kapucynowi, to zdecydowanie coś więcej niż tradycja czy przyzwyczajenie. Nie szuka się tu potwierdzenia siebie, zadośćuczynienia zwyczajom zakonnym. Chór nie jest też miejscem autoafirmacji, zdobywania czegoś i szczycenia się tym, ale przestrzenią troski o autentyczność spotkania z Bogiem i dojrzewania wiary. 

„Jestem mały, cóż Ci odpowiem! Rękę położę na ustach” (Hi 40,4).

… – o medytacji słów kilka

Medytacja – termin, który we współczesnym świecie zrobił karierę i nabrał szerokiego znaczenia. Zanim przeprowadzę rozważania o jego rozumieniu w praktyce życia duchowego, chciałbym wcześniej przybliżyć znaczenie, czy może sam klimat, które to słowo tworzy.

MEDYTACJA – SPÓJRZ W GŁĄB

Medytujemy, czyli podziwiamy piękno przyrody, wędrując w górach. Medytujemy, czyli zasłuchujemy się w wyjątkową pieśń szpaka, który zdecydował się na koncert akurat wtedy, kiedy byliśmy w pobliżu. Medytujemy nad słowami, które usłyszeliśmy od bliskiej nam osoby, jeśli mamy przeczucie, że zawierają w sobie ukrytą głębię znaczenia. Ale medytacja nie ogranicza się tylko do sfery spostrzeżeń. 

Mickiewicz w „Odzie do młodości” pisał: „Tam sięgaj gdzie wzrok nie sięga, łam czego rozum nie złamie.” Jako ludzie jesteśmy zdolni przekroczyć granice, zajrzeć w głąb świata, odkrywając w nim piękno, dobro, poświęcenie, tęsknotę. Ale nie tylko. Odkrywamy też egoizm, chciwość, pożądanie, przemoc, niesprawiedliwość, wyzysk…

PRZEWODNIK

Jak jednak odróżnić, to czym mamy się kierować w życiu od tego, czego się wystrzegać? Skoro jesteśmy stworzeni na obraz Boga, to Jezus Chrystus, Bóg, który stał się człowiekiem, najlepiej pokazuje nam Swoim życiem, jak żyć. Co więcej, nie tylko pokazuje, ale pomaga nam, posyłając do nas Ducha Świętego. Pisał o tym św. Paweł: „Gdy jednak nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem,  aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo.  Na dowód tego, że jesteście synami, Bóg wysłał do serc naszych Ducha Syna swego, który woła: Abba, Ojcze!”(Ga 4,4-6)

KU PEŁNI ŻYCIA W DUCHU ŚWIĘTYM 

Opis życia Jezusa znajdujemy w Ewangelii. On, jak sam o Sobie mówi, jest dla nas „Drogą, prawdą i życiem” (J 14,6).

Jest drogą, bo Swoim życiem przeciera nam szlaki do poprowadzenia naszego życia.

Jego droga jest pewna i przejrzysta. Nie ma na niej tekstów dopisanych drobnym maczkiem. Dlatego można powiedzieć o niej, że jest prawdziwa. Każdy kto zaufa Jezusowi i pozwoli mu się poprowadzić znajdzie życie. Sam Bóg obdaruje takiego człowieka Duchem Świętym, by co dzień go odnawiać i ożywiać.

CIERPLIWOŚĆ

Co powoduje człowiekiem, że zaczyna słuchać głosu Boga? Każda historia człowieka jest niepowtarzalna: związana z konkretnymi ludźmi, wydarzeniami. Bóg wychodzi do naszego życia, cierpliwie czeka, aż zaczniemy Go słuchać. On ma dla nas dużo cierpliwości. Wie, że nie każdy z jednakową łatwością zacznie słuchać Jego Słowa. To tak jak z nauką gry na instrumencie. Jedna osoba potrzebuje tygodnia, by opanować konkretny utwór, a innej zajmie to ponad miesiąc. Dobry pedagog każdemu uczniowi poświęca tyle czasu ile mu potrzeba. Pan Bóg jest najlepszym pedagogiem. 

RYZYKO POWROTU

Z naśladowaniem Pana Jezusa wiąże się pewne niebezpieczeństwo. Chodzi o ryzyko chęci powrotu do dawnego życia. Ryzyko to powstaje ponieważ wchodząc na drogę medytacyjnego słuchania Boga, równocześnie odrywamy się od grzechów, zostawiamy pewną wolną przestrzeń w sercu, a nasze serce nie znosi pustki. Doświadczając tej pustki szuka czegoś, czym można by ją wypełnić. Najłatwiej jest to uczynić po prostu wracając do swojego dawnego sposobu życia. Bądźmy cierpliwi i nie zniechęcajmy się. Potrzebujemy czasu, by Bóg wypełnił te puste miejsca Swoją obecnością.

NOWE ŻYCIE

Jeśli pragniesz nowego życia wsłuchuj się w słowa i życie Jezusa zapisane w Ewangelii. Pozwól, by one stały się dla Ciebie przewodnikiem. Droga codziennej medytacji biblijnej poprowadzi Cię do autentycznie nowego życia. Nie jesteś sam. Bóg sam przyjdzie, by wypełnić Cię Swoją obecnością i zaspokoić Twoje pragnienie.

 „Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie – niech przyjdzie do Mnie i pije! Jak rzekło Pismo: Strumienie wody żywej popłyną z jego wnętrza”.  A powiedział to o Duchu, którego mieli otrzymać wierzący w Niego” (J 7, 37-38).

 

… – łaska która odnawia całe życie chrześcijanina

Pierwszym ,,chrztem w Duchu’’ była Pięćdziesiątnica. ,,Jan chrzcił wodą, ale wy wkrótce zostaniecie ochrzczeni Duchem świętym’’- mówi Jezus, zapowiadając to wydarzenie (Dz 1,5). ,,Chrzest w Duchu Świętym’’ o jakim mówi się na nowo w Kościele, jest dla Jezusa zmartwychwstałego jednym ze sposobów kontynuowania Jego misji w świecie, który potrzebuje chrztu Duchem. Chrzest ten jest rzeczywistością aktualną i bardzo żywą w Kościele. To wyrażenie ,,chrzest w Duchu Świętym’’ specjalnie bierzemy w cudzysłów, aby odróżnić je od chrztu sakramentalnego, dokonywanego z nakazu Jezusa wodą i w imię Trójcy Przenajświętszej.
Chociaż pojęcie ,, chrzest w Duchu Świętym’’ jest rzeczywistością o której więcej słyszymy, to jednak źródło tego określenia znajduje się w Biblii. Wzmiankowany jest Piśmie świętym siedem razy (Mt 3,11-12; Mk 1,7-8; Łk 3,16; J 1,33; Dz 1,5; 11,16; 1Kor 12,13).

Czym jest to doświadczenie, które zapowiadał Jezus, które przeżyli Apostołowie oraz uczniowie w pierwszych wiekach chrześcijaństwa?

I dlaczego jest uważany za fundament powstania Odnowy charyzmatycznej w Kościele?

Co się dzieje z człowiekiem, który otworzy się na tę wielką łaskę i ją otrzymuje?

Myślę, że ,,odnowa’’ to najlepsze słowo, które zawiera w sobie całe bogactwo treści opisujących doświadczenie ,,chrztu w Duchu’’. Przede wszystkim jest to doświadczenie obecności żywego Boga. Ono sprawia, że Bóg przestaje być tylko jakąś bliżej nieokreśloną ideą, a staje się dla danej osoby prawdziwym Ojcem, który jest obecny tu i teraz w jej życiu. Przychodzi jako Zmartwychwstały Pan, w Duchu Świętym i napełnia człowieka swoją wspaniałą obecnością. Osoba doświadczająca chrztu  ma pewność wiary, że Jezus żyje. Prawda ta, którą niestrudzenie głosi Kościół już od dwóch tysięcy lat staje się rzeczywistością, realnym spotkaniem. To jest fundament dla innych owoców ,,chrztu w Duchu’’. Spotkanie ze Zbawicielem w wierze, pomaga w uwolnieniu od różnych zniewoleń, które do tej pory trzymały człowieka w niewoli. Pan, który przychodzi prawdziwie ,,usynawia’’, to znaczy daje odczuć osobie, że naprawdę jest dzieckiem Bożym, umiłowaną córką lub synem Ojca w niebie. To jest właśnie bardzo charakterystyczne, że człowiek przekonuje się o tej prawdzie osobiście.

Innym bardzo widocznym owocem jest odnowa życia religijnego. Co to znaczy? Przede wszystkim to, że Eucharystia staje się rzeczywiście spotkaniem z Osobą, modlitwa żywą rozmową, a nie tylko rutynowym, może nawet dla niektórych trudnym obowiązkiem, nałożonym przez Kościół. Człowiek przekonuje się osobiście, że chrześcijaństwo to nie tylko nakazy i zakazy, ale przede wszystkim relacja z Jezusem, z Bogiem żywym w Trójcy Świętej. Praktyki religijne przestają być ciężarem, a stają się sposobem na okazywanie Bogu miłości. Przy tej okazji koniecznie trzeba jeszcze wspomnieć o tym, że kiedy Duch Święty przychodzi, prowadzi do odkrywania i poznawania Jezusa przez pełną zapału lekturę i medytację Słowa Bożego. Nagle to słowo okazuje się rzeczywiście żywe i dotyka słuchacza, dla którego dotychczas Biblia była tylko trudną starożytną książką. Ochrzczeni Duchem Świętym odkrywają pogłębioną miłość nie tylko do Jezusa, lecz również do Jego Oblubienicy – Kościoła. Przestaje On być tylko ludzką instytucją.  Często pojawia się także nowa bliskość z Maryją, Matką Chrystusa i Oblubienicą Ducha Świętego. Katolicy rozpoznają w Niej pierwszego ucznia, który został napełniony Duchem Świętym (Łk 1,35) oraz wzór wiary, posłuszeństwa, modlitwy i uległości wobec Ducha.

Pośród ewidentnych owoców ,,chrztu w Duchu Świętym’’ znajduje się zapał do ewangelizacji, czyli głoszenia Dobrej Nowiny o zbawieniu z apostolską śmiałością. Tak mówili Apostołowie Piotr i Jan wobec Sanhedrynu żydowskiego  ,,Bo my nie możemy nie mówić tego, cośmy widzieli i słyszeli’’ (Dz 4,20). Jest to wewnętrzne pragnienie, aby dzielić się osobistym doświadczeniem spotkania z Bogiem, żeby inni się otworzyli i też mogli Go spotkać. Ludzie przemienieni przez Ducha Świętego stają się żywymi świadkami, potrafiącymi mówić o Chrystusie na podstawie własnego doświadczenia i egzystencjalnego zrozumienia słowa Bożego.

Wśród owoców łaski ,,chrztu w Duchu Świętym’’ jest jeszcze wiele innych. Przybliżyłem tylko niektóre z nich, aby wykazać jak bardzo to doświadczenie wpływa na odnowę życia chrześcijanina. Oczywiście należy mieć świadomość tego, że ta łaska jest dostępna dla każdego, trzeba tylko prosić Ojca Niebieskiego ufając słowu naszego Pana Jezusa Chrystusa, który powiedział ,, Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą’’ ( Łk 11,13).

br. Karol Palus